depresja,  o mnie

Nowy początek.

Stoję w śniegu po pas, sprawdzając na mapie jak daleko jeszcze do schroniska.

Ściemnia się.

Dzień w lutym jest jeszcze krótki. Czuję jak mróz delikatnie muska mnie po nosie i policzkach. Głowę ogrzewa wełniana, różowa czapka z 8 gwiazdkami. Dumnie niosę te gwiazdy cały szlak na swojej głowie.

Około  godziny 17 docieram do schroniska. Biorę gorący prysznic, przebieram się i schodzę do baru by zamówić pierogi i zimne piwo.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że moje 33 urodziny będą zwiastunem nowego początku.

To była ekscytująca wyprawa. Dużo czasu ze sobą samą, swoimi myślami, blisko natury.

Wiedziałam, czułam, że to będzie coś przełomowego w moim życiu.

Załamanie nerwowe przyszło do mnie już 2 tygodnie później.

Moja głowa i serce otworzyło jakby inny wymiar, jakiś portal. Przeniosłam się do swojego prawdziwego świata. Tego, który ukrywałam gdzieś w otchłani.

Od tego zdarzenia, minęło już kilka miesięcy.

Dużo się wydarzyło w moim życiu, złego ale i dobrego.

Nowym początkiem, jest to cholerna zło, cały ten syf, który wreszcie ujrzał światło dzienne. Potaplałam się w tym błocie i brnę po nowe. Czasem jeszcze ugrzęznąć, ale mam je.

Moje bratnie dusze…tfu, bez sensu… siostrzane dusze.

Czuwają. Podają swoją dłoń i ciągnął mnie w kierunku brzegu.

Wiesz co ja tam widzę?

Tam, no wiesz, na tym brzegu?!

Kobietę,  uśmiechniętą, szczęśliwą, żyjącą w zgodzie ze sobą, robiącą to co kocha.

I to mnie napędza!

Chcę jak najszybciej dotrzeć do tego miejsca. Uściskać ją i powiedzieć, że jest: dzielna, ambitna, piękna, kochana i może wszystko.

Wiesz kim jest ta kobieta?

Znasz ją, tak to właśnie Ty ,ja, Twoja siostra, babcia, mama i każda obca kobieta, która potrzebuje siostrzanego wsparcia.

Dziś chyba rozumiem dlaczego mówi się „wiek Chrystusowy”

Tam, wtedy na tym szlaku, gdy wygrzebywałam się ze śniegu dojrzałam na drzewie małą szopkę.

jhdr

Tak, dokładnie, była tam sobie Maryjka, Józio i mały Jezusek. Zaśmiałam się myśląc, że to śmieszny zbieg okoliczności.

Dziś jednak czuję jakby to był jakiś znak.

Znak, że idzie coś nowego, że będzie ciężko, ale wyjdzie z tego coś dobrego.

Także dziś Cię witam, moja siostrzana duszo na początku swojej nowej drogi, nowego życia.

Patrzę na swoje odbicie w pustej sklepowej witrynie i nie wierzę.

Tak oto jestem, nowa ja. Z wieloma bliznami na ciele.

Bardzo widocznymi i tymi mniej.

Uśmiecham się do siebie i odchodzę.

Tą nową drogą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *