Mia

Pies w moim życiu

W DOMU RODZINNYM.

Elza – owczarek niemiecki.

Tak to właśnie pierwszy pies jakiego miałam mieszkając z rodzicami. Gdy zdecydowali się na to by Elza z nami zamieszkała miałam 6 lat.

Była z nami 16 lat. Niestety nie pamiętam czy to była moja wielka miłość, kochałam ją to na bank, tęsknię za nią do dziś, wspominam mimo że to już dobrze ponad 10 lat jak jej nie ma. To były zupełnie inne czasy, nie mieliśmy takiej wiedzy jaką mamy dziś.

Po odejściu Elzy w domu była pustka (była nasza kotka, ale jednak dorastałyśmy z psem). Namówiłyśmy mamę, tatę w sumie postawiłyśmy przed faktem i o to zaadoptowałyśmy Roxi, która mieszka z rodzicami.

W ŻYCIU DOROSŁYM.

Zamieszkałam z Piotrkiem, w jego kawalerce, nasze pierwsze dziecię to zaadoptowana mała kicia ze schroniska.

Decyzja o wzięciu psa rodziła się długo i w wielkich bólach. Od lat rozmyślam, szukam swojego jedynego i ukochanego towarzysza. Pewnie wielu się dziwi, sama czasami się dziwie, że nie zdecydowaliśmy się na adopcję.

Piotrek bardzo długo wzbraniał się przed psem. Czekaliśmy na moment przeprowadzki na wieś no ale heloł lata lecą a my dalej w mieście. Kilka lat temu byliśmy z moim bratem i bratową oglądać dom na mazurach. Wtedy nasze serca zabiły mocniej. Właścicielka otworzył nam bramkę do ogrodu, a u jej boku stały dwa WILKI, przepiękne, ale przyznam, że wtedy zamarłam. Chodziły ciągle gdzieś blisko, a ja cały czas drżałam, serio. Byłam pewna, ta kobieta ma w ogrodzie wilki.

Byłam przerażona a jednocześnie zafascynowana.

Tak narodziła się nasza miłość do Wilczaka Czechosłowackiego.

Piotrek oznajmił, że takiego psa to może mieć. Kilka lat później mamy rok 2020 i całą zakichana pandemię, która mnie rujnuje, tak dziś śmiało mogę to powiedzieć. Rok 2020 ZRUJNOWAŁ MNIE całkowicie. Wiadomo, zbierało się przez ostatnie lata, chowałam w sobie głęboko różne smutki i żale, o których nikomu nie mówiłam. Cierpiałam sobie po cichu, a moja dusza usychała.

Lubię być samotnikiem, ale wtedy kiedy lubię. Potrzebuje też ludzi, aktywności, wolności…inaczej uschnę całkiem.

Od kwietnia/ maja tego roku zaczęłam się mocno zagłębiać w rasę Wilczaka, czytać, szukać, rozmawiać z przewodnikami tych niesamowitych psów. I każdego dnia czułam coraz mocniej, że nie, nie będzie to pies, który będzie kradł moje serce każdego dnia 🙁 smutno. Trudny, wymagający – nie zrobię tego psu i nam.

Zwlekałam by powiedzieć o tym Piotrkowi bo wiedziałam, że to oznacza, że moje marzenie o 4 łapach znowu odejdzie w niepamięć. Tak między nami to decyzję już podjęłam, że w tym roku chce by nasza rodzina się powiększyła, tego potrzebuje ( egoistyczne podejście trochę ..) Natomiast chcę dialogu, nie chce stawiać mojego męża w sytuacji bez wyjścia.

O dziwo zaczęliśmy szukać rasy, która będzie dla nas ok, która będzie ok dla naszego trybu życia, aktywnego, górskiego, takiej która będzie czuła się dobrze, przy której będę czuła się bezpieczna gdy będę sama.

I to z dna mojego serca został wykopany owczarek niemiecki, rasa, która z wiadomych przyczyn jest mi tak bardzo bliska. Nie wiedziałam nawet, że podoba się Piotrkowi.

Teraz dylemat krótki czy długi włosy. 50 na 50 – o rany zaś jakieś dylematy, oszaleć można. Dobra idę w długi włos -szukam i jest. Dwa piękne owczarki, długowłose, nawet ten włos nie jest jakiś mega długi. Są szczeniaki do odbioru w sierpniu. Dzwonię. Rezerwuje. Jest ❤ 2 tyg. później jedziemy za Nowy Sącz wybrać i poznać naszą góralkę.

Wybór nie jest trudny, Mariola właścicielka hodowli wypuszcza dwie czarno brązowe kulki .

Każdy z nas bierze na ręce jedną i tak już WIEMY. Jest wybrana. Ja wybieram tą, która jest u mnie na rekach, szaleje, liże mnie po buzi, kotłuje się jak szalona. Z za tego włochatego łba, próbuje spojrzeć na Piotrka, który trzyma w rekach spokojną, dostojną, zachowująca powagę do sytuacji pannę.

I jednocześnie pada TA.

Znowu jakiś problem?!

W duchu wiem, że nie chce ustąpić i wtedy Mariola zaczyna opowiadać o szczeniakach i słyszę jak Piotrek mówi, że w takim razie MIA to ta, która ciągle liże mnie po nosie 🙂

Jaram się.

Wracamy do domu, podekscytowani do granic możliwości. Za tydzień MIA będzie z nami.

Wielkie przygotowania kota, domu na przybycie nowego członka rodziny. Wydaje się, że wszystko mamy i wiemy.

Tydzień później ta słodka kulka jest już z nami.

„Wszystko mam i wszystko wiem” odchodzi w niepamięć.

Życie ze szczeniakiem wiele zmienia.

Nie jest łatwo, ale jest pięknie.

W 2020 roku odeszłam. Zakończyłam pewien etap w swoim życiu po to by tego samego roku wrócić na nowo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *