o mnie

Szrenica

Jestem tu.

Wróciłam do miejsca, które zeszłego lata skradło moje serce.

Zachód słońca na szczycie Szrenicy jest obłędny.

Piotrek melduje nas w schronisku, a ja zamawiam świeżą kawę i szarlotkę – obowiązkowy zestaw na szlaku. Siadam w sali jadalnej…czekam.

Czekając na zamówienie odpalam facebooka ( jakiś cichy głos w mojej głowie podpowiada mi, że to uzależnienie…e… nie, odpycham od siebie tą myśl) , przypomnienie z zeszłego roku 16.06, odpalam i co? No nie wierzę, dziś też jest 16.06 – przypadek ? Czy coś innego? Ekscytuje się całą sytuacją… co gdzie i jak…. z zamyślenia wybija mnie głos Pani w głośniku „numerek 68”, zrywam się i pędzę z uśmiechem po zestaw obowiązkowy.

Rozkoszuję się kubkiem aromatycznej kawy i kawałkiem pysznej szarlotki.

Nadal czekam….

Teraz na godzinę 16.

o 16 zjeżdża ostatnia kolejka i na szczycie robi się bajecznie cicho, szlaki pustoszeją, słyszę już tylko świszczący wiatr. Zachwycam się tą ciszą i pięknymi widokami…nadal czekam.

Teraz oczkuję kulminacji, emocje, które zbliżają się z końcem dnia na Szrenicy sięgają zenitu. Wybija godzina zachodu słońca. Siadam na kamieniu i głośno wzdycham …ah…niebo barwi się na czerwono, pomarańczowo. Niebo ciemnieje, rześki wiatr smyra mnie po policzku pobudzając wszystkie moje zmysły. W tym roku wyjątkowo mocno przeżywam bycie tutaj. W czasie koronowej kwarantanny, podczas medytacji wędrowałam właśnie tutaj, by odetchnąć, żyć, cieszyć się piękną naturą, dniem, a przede wszystkim sobą. Tak właśnie, nauczyłam się cieszyć z tego, że jestem sama ze sobą.

Głęboki wdech i wydech, wdech ii teraz czuje to lodowate powietrze w całym ciele. Szaleje. Jestem tu ale jakby mnie nie było, niesamowite doświadczenie. „Pamiętaj o oddechu” słyszę głos Dominiki, która prowadzi nasze medytacje online od marca…Chwila, ja tu jestem naprawdę, otwieram oczy, podrywam się do góry, i szybko zdejmuje buty. Nie byłabym sobą gdybym nie zbadała tego gruntu gołą stopą, by poczuć to wszystko jeszcze mocniej. Ciarki przedzierają się po moim ciele jak szalone, nie, jak elektryzująca kula, nie jestem w stanie zebrać myśli.

Zrobiło się naprawdę chłodno, mam wrażenie, że na Szrenicy wieczór i noc nigdy nie jest ciepła. Nie przeszkadza mi to. Słońce już zaszło, ale nie jest ciemno, wszystko widać jak na dłoni, w oddali światła miasta. Na wprost Szklarska Poręba, po prawej Karpacz.

Z całej tek ekstazy wyrywa mnie dźwięczny głos Piotrka „ mogłabyś już założyć buty i wrócić na ziemię? Ręce mi przymarzają, wróćmy już do schroniska”.

Ląduje.

Wracamy.

A ja nadal czekam, czekam teraz na mglisty poranek i wschód, który wywołuje we mnie kolejne dzikie emocje.

Schodząc ze Szrenicy wiem, że nadal czekam. Teraz na czerwiec 2021 roku by wrócić i przeżyć to jeszcze raz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *